
Września? Tam miał miejsce strajk dzieci na początku tego stulecia. Tak,
właśnie z tym wydarzeniem najczęściej kojarzone jest nasze miasto. Cóż zatem
niezwykłego stało się przed 97 laty, w tym spokojnym miasteczku, wówczas
będącym pod zaborem pruskim?
Wiosną 1901 r. Września nieoczekiwanie trafiła na strony gazet całego świata.
Mówili o niej politycy z trybun parlamentarnych. Rozbrzmiewała w strofach
poetów. Później weszła na karty podręczników. I to wszystko za sprawą strajku
dzieci szkolnych w obronie resztek ojczystej mowy, brutalnie rugowanej ze
szkół, strajku w obronie polskiej mowy, której ostatnim azylem w szkołach były
lekcje religii.
Strajk wrzesiński nie był pierwszy. W 1883 r. na pokazowej lekcji religii
urządzonej podczas powiatowej konferencji nauczycieli szkół ludowych w
Jarocinie, dzieci przyjęły milczeniem słowa niemieckie wygłaszane przez
nauczyciela. Inspektor szkolny kazał przerwać lekcję. Podobny wypadek
zdarzył się również w kilka dni poźniej w Osiecznej pod Lesznem. Władze
szkolne nie czuły się wtedy tak pewne siebie, tak butne, jak później i
wydarzeniom tym wolały nie nadawać rozgłosu.
Strajk we Wrześni był jednak spowodowany wyjątkową brutalnością pruskich
"pedagogów". Rozegrał się ponadto na tle innych wydarzeń, w innym klimacie
dziejowym. Dlatego uzyskał tak szeroki rozgłos i oddźwięk.
Wiosna Ludów, kosynierzy wielkopolscy, klęska ułanów pruskich, sława i
chwała wywalczona na polu bitwy... Aż dziwne, że to wszystko podobne do
stronic pięknej powieści, zdarzyło się w pobliżu małego miasta - Wrześni, gdzie
dni płynęły jednostajnie, zbiegając się w monotonne lata. Rytm tutejszego życia
odmierzały pociągi, często przebiegające żelaznym szlakiem w daleki świat, na
wschód i zachód. Dla wielu, miasto nazwane przez Niemców Wreschen
wydawało się wtedy szare, nudne i nieciekawe. W 1900 roku Września liczyła
5535 mieszkańców. Większość ludności stanowili Polacy (około 75%). Nie było
tutaj żadnych większych zakładów przemysłowych, natomiast stosunkowo
dobrze rozwijało się rzemiosło.
Wśród patriotycznej, polskiej ludności Wrześni żywa była wciąż tradycja
bohaterskich walk powstańczych w czasie Wiosny Ludów w roku 1848 pod
Miłosławiem i pobliskim Sokołowem. Każdego roku, w dniu 2 maja udawali się
pochodem starsi i młodzież Wrześni pod pomnik poległych powstańców w
Sokołowie.
Patriotyzm i duch oporu wzrastał wśród polskiego społeczeństwa Wrześni
równolegle do postępującego nacisku germanizacyjnego.
Emitowany już kilka razy w telewizji serial "Najdłuższa wojna nowoczesnej
Europy" niezwykle trafnie zawarł w swym tytule treść i charakter walki
toczonej przez zaborców pruskich z Polakami. Ukazał on sens i realia tej walki
- zaciętej, nieustępliwej i długotrwałej. Jej rozdziałem stały się również strajki dzieci
szkolnych w Wielkopolsce i ten najgłośniejszy - we Wrześni.
Jak doszło do wypierania języka polskiego i coraz większego uzależnienia się
Poznańskiego od Prus, pomimo tej uporczywej walki?
Fakty są następujące:
Wróćmy do wydarzeń we Wrześni.
W dniu 4 marca 1901 r. dotarło do szkoły zarządzenie pruskich władz
oświatowych o wprowadzeniu języka niemieckiego do nauki religii od nowego
roku szkolnego (rok szkolny rozpoczynał się wtedy 1 kwietnia). Nauki religii
udzielał nauczyciel Schölzchen, hakatysta, którego metoda pedagogiczna
polegała na budzeniu strachu przed kijem. Gdy nadeszły katechizmy w języku
niemieckim, dzieci odmówiły ich przyjęcia, albo w porozumieniu z rodzicami
zwróciły je następnego dnia.
Uczennica Bronisława Śmidowiczówna, oddając nauczycielowi niemiecki katechizm,
trzymała go przez fartuszek, aby nie splamić sobie rąk. Dzieci,
korzystając z rad rodziców zastosowały bierny opór, odmawiając odpowiedzi w języku
niemieckim na lekcjach religii, za co spadły na nie represje i kary cielesne.
Aby podnieść autorytet szkoły pruskiej i przełamać niepokorność dzieci,
zaczęto stosować najrozmaitsze kary i przemoc fizyczną.
Opornych uczniów karano aresztem, trwającym niekiedy kilka godzin,
zastosowano trzykrotnie karę chłosty w dniu 2, 13 i 20 maja 1901 r.
Najdotkliwiej pobito Stanisława Jerszyńskiego i Bronisławę Śmidowiczównę.
To wszystko działo się dlatego, ponieważ niemieccy nauczyciele nie potrafili w
inny sposób opanować sytuacji. Jedynym nauczycielem, który popierał
strajkujące dzieci był Bronisław Gardo. W oporze umacniał je również ksiądz
Jan Laskowski. Wkrótce jednak za swą działalność musiał opuścić Wrześnię.
Nie pozwolono mu nawet pożegnać się ze swoimi parafianami.
W sytuacji bez wyjścia, na skutek nieprzejednanego oporu dzieci oraz w
obawie, aby strajk szkolny nie rozszerzył się na inne miejscowości, władze
szkolne postanowiły przemocą złamać ten bunt. Do masowej chłosty doszło 20
maja 1901 roku w obecności inspektora szkolnego Wintera. Był wówczas
poniedziałek, ciepły i pogodny. A do tego dzień targowy, stąd ruch na ulicach
miasta zaczął się wcześnie.
Karę chłosty wykonywał wspomniany wyżej nauczyciel religii. Odgłosy
dochodzące z budynku, ściągnęły pod szkołę ludzi (około 1000 osób).
Zgromadzony tłum wznosił okrzyki. W obronie dzieci stanęli ich
rodzice. Padały pogróżki pod adresem nauczycieli. Rodzice utwierdzali swoje
dzieci w walce o język polski w szkole. Największe nasilenie strajku we Wrześni
przypadło na miesiące zimowe roku szkolnego 1901 - 1902. Na ogólną liczbę
158 uczniów w najwyższych klasach strajkowało 118. Na rodziców zaczęto
nakładać większy podatek szkolny, wymuszano coraz wyższe kary
administracyjne za tzw. "zmudy szkolne", czyli nieobecność na lekcji.
Szczególnie dotkliwą karą było przedłużanie nauki poza 14 rok życia i cofanie
dzieci z klas wyższych do niższych.
Dopiero na początku roku szkolnego 1904/1905 (po Wielkanocy) mogły władze
szkolne we Wrześni donieść Pruskiemu Kolegium Szkolnemu w Poznaniu o
całkowitym wygaśnięciu strajku. Najdłużej w oporze wytrwała Stefania
Śmidowiczówna, młodsza siostra wspomnianej już Bronisławy.
Wypadki wrzesińskie znalazły swój epilog w sądzie gnieźnieńskim, gdzie na
ławie oskarżonych za demonstracje na ulicy przed szkołą zasiadło 25 osób -
rodziców i małoletnich. Proces odbył się w dniach 14-16 listopada 1901. Wyrok
został ogłoszony 19 listopada 1901 r. Ostatecznie skazano 20 osób na kary od 2
miesięcy do 2,5 lat więzienia.
Strajk szkolny, rozpoczęty we Wrześni, ogarnął także niedaleki i równie
patriotyczny Miłosław. Poza tym za przykładem dzieci wrzesińskich poszły
dzieci w innych szkołach. W 1906 r. opór uczniów, podtrzymywany przez
rodziców, przybrał postać powszechnego strajku. W fazie największego jego
nasilenia strajkowało ok. 75 tys. dzieci w ok. 800 szkołach (na 1100). Tak więc
nasze miasto stało się kolebką walki o utrzymanie języka polskiego.
W obronie wrzesińskich dzieci stanęli solidarnie Polacy ze wszystkich zaborów.
Sprawa wrzesińska stała się głośna na świecie, głównie dzięki H.Sienkiewiczowi
i M.Konopnickiej. Sienkiewicz w krakowskim "Czasie" opublikowal dwa listy:
"O gwałtach pruskich" w listopadzie 1901 r. oraz "List otwarty do J.C.M.
Wilhelma II, króla pruskiego" w listopadzie 1906 r. W listach tych piętnował
postępowanie władz pruskich wobec polskich dzieci, a także antypolską
politykę pruską. List otwarty H.Sienkiewicza wydrukowały wszystkie polskie
gazety w zaborach austriackim i rosyjskim oraz wiele czasopism
zagranicznych. Sienkiewicz był wówczas bardzo popularny, ponieważ w tym
czasie został laureatem Nagrody Nobla (w listopadzie 1906 r.). Z kolei
M.Konopnicka, w czasie gdy rozgrywały się te burzliwe wydarzenia we
Wrześni, przebywała we Włoszech. Tam też prowadziła szeroką akcję
propagandową na rzecz wrzesińskich dzieci. W 1902 r. napisała piękny wiersz
pt."O Wrześni", zaczynający się od słów:
Tam od Gniezna i od Warty.
Biją głosy w świat otwarty.
Biją głosy, ziemia jęczy:
- Prusak dzieci polskie męczy!
W roku 1908 opublikowała wiersz, napisany dla Wielkopolski -"Rotę". Powszechnie znany stał się po skomponowaniu muzyki przez Feliksa Nowowiejskiego. Wykonano go po raz pierwszy, pod batutą kompozytora, w roku 1910 na uroczystościach 500-lecia krzyżackiej klęski grunwaldzkiej - pod Pomnikiem Grunwaldzkim w Krakowie
Walka dzieci wrzesińskich o język ojczysty w szkole znalazła oddźwięk w "Kronikach Tygodniowych" Bolesława Prusa i w utworach Kazimierza Tetmajera. Nieco później, w roku 1909 ukazało się zainspirowane przez wydarzenia wrzesińskie, sugestywne opowiadanie Władysława Reymonta "W pruskiej szkole". Warto przytoczyć także prosty, lecz wzruszający wiersz "Wrzesińskie dzieci", którego autorką była prawdopodobnie Paulina Wężykowa, zapomniana poetka z ziemi poznańskiej:
Tam! Tam nad Wrześnią nowe słońce wschodzi.
Spoza osłony czarnych, ciężkich chmur,
Zza krat sądowych, z procesów powodzi,
A padłszy na twarz synów i cór,
Jak złota zorza szczerym blaskiem świeci:
Na wrzesińskie dzieci!
Dzieci tej ziemi! Gdy was ból omota,
A dobre serca pocznie męka gnieść,
Gdy słabnąć pocznie i wiara i cnota,
Niech wam przyświeca owych dzieci cześć,
Co świecić będzie do końca stuleci:
Z tych wrzesińskich dzieci!
Powstawały wówczas również bezimienne satyry i piosenki, poświęcone dzieciom z Wrześni. Do takich utworów należał ogłoszony na łamach pisma "Praca" w roku 1901 "Krakowiak dla dzieci Wrześni":
...Jakże być posłusznym
Kiedy krzywda sroga...
Nie umiem się modlić
Jak Niemiec do Boga-
(...) A choćbyście bili
Nie pomoże wiele
Po polsku mówimy
W domu i w kościele!...
Także dzieci wrzesińskie miały talent poetycki. Gdy przed lekcją wspólna modlitwa miała zaczynać się od słów "Vater unser...", uczniowie odpowiadali:
My z Tobą Boże rozmawiać chcemy,
lecz Vater unser nie rozumiemy
i nikt nie zmusi nas Ciebie tak zwać,
boś ty nie Vater, lecz Ojciec nasz.
Wydarzenia wrzesińskie stały się zatem symbolem walki o mowę polską w zaborze pruskim. Wiele społeczeństw z kilkunastu krajów świata zaprotestowało przeciwko użyciu wobec uczniów kar cielesnych. We Francji, gdzie sprawa wrzesińska znalazła szczególnie żywy oddźwięk, pod słowami tego protestu zebrano około trzech tysięcy podpisów. Były wśród nich nazwiska profesorów, lekarzy, literatów i artystów, prawników, inżynierów i nauczycieli. Osobną listę wypełniły podpisy artystów słynnego teatru Sary Bernhardt. W zbiorowym proteście uczestniczyły także dwa stowarzyszenia francuskie, których odezwę poparli miłujący zasady demokracji przedstawiciele różnych środowisk z Anglii, Włoch, Holandii, ze Szwajcarii, z Norwegii, ze Szwecji. W licznych artykułach i komentarzach prasa francuska różnych odcieni potępiła pruskie barbarzyństwo, wskazując na żywotność i siłę narodu polskiego, jako jeden z wymownych dowodów, przemawiających za koniecznością istnienia niepodległej Polski. W Ameryce zaostrzono słowa protestu. Wiele ugrupowań stwierdziło jednoznacznie, że zginąć musi potęga państwa, prześladującego kobiety i dzieci. Ogłoszono te słowa podczas pobytu w Ameryce brata cesarza niemieckiego.
W obronie dzieci z Wrześni wystąpiła także prasa włoska. Było to zasługą
M.Konopnickiej, do której wiadomość o procesie i jego rezultatach dotarła,
gdy przebywała ona we Florencji. Sprawa Wrześni znalazła oddźwięk na
łamach wielu pism w Rzymie, Florencji, Genui, Mediolanie, Bergamo,
Turynie, Wenecji, Pizie i innych. Protest zbiorowy społeczeństwa włoskiego
zamknięty został liczbą przeszło stu dwunastu tysięcy podpisów. Uniwersytety
włoskie, obok środowisk robotniczych rozwinęły szczególnie żywą akcję
protestacyjną. W Rzymie 1 marca 1902 r. powstał specjalnie utworzony
Centralny Komitet Narodowy. W skład jego weszli przedstawiciele wszystkich
fakultetów. Komitet ów uchwalił odezwę, wzywającą inne uniwersytety włoskie,
do współdziałania oraz do uczestnictwa w zbiorowych protestach rektorów
uniwersyteckich. Odezwa ogłoszona przez komitet rozpoczynała się od
słów: "Kiedy Henryk Sienkiewicz podał wiadomość o gwałtach pruskich we
Wrześni, dreszcz zgrozy przejął nam serca, a okrzyk jednogłośnego oburzenia
odpowiedział na jęk nękanych dzieci...". Nie sposób wymienić wszystkich, którzy
opowiedzieli się za dziećmi z Wrześni.
Zabrali także głos w sprawie Wrześni bliscy sąsiedzi Polaków, również
pozbawieni samodzielnego bytu - Czesi. W listopadzie 1901 r. posłowie czescy
do parlamentu wiedeńskiego złożyli na ręce prezesa koła polskiego fundusz na
ofiary wrzesińskie wraz z wyrazami oburzenia na okrucieństwo Niemców.
Niesłuszne byłoby pominięcie sprzeciwów wobec okrucieństw we Wrześni,
wyrażanych przez prawych Niemców. Przez tych Niemców, którzy na łamach
prasy potępiali metody hakatystowskich nauczycieli. Przez tych Niemców, za
których staraniem nawet w czasopismach kaiserowskiej Rzeszy ukazywały się
reprodukcje pocztówek wrzesińskich. Przez tych Niemców, którzy przesyłali
dary dla Komitetu pomocy ofiarom Wrześni. To niemiecki autor napisał w
jednym z artykułów: "Małych męczenników wrzesińskich sławić będą
niewątpliwie w pieśni polscy poeci, a płomień tych poezji rozpali serca
młodzieży do nowego oporu przeciw polityce, która ciągle jeszcze postępuje
torami Bismarcka mimo, że nieustannie mnożą się przekonywające dowody, iż
ta polityka do celu nas nie doprowadzi..."
Potępienie sprawy wrzesińskiej przez międzynarodową opinię publiczną
zdawało się podsycać zawziętość władz niemieckich. Nawet jeszcze w 1903 r.
wytaczano procesy ludziom, podejrzanym o sympatię i pomoc dla dzieci oraz
ich obrońców.
Dziś w budynku dawnej szkoły pruskiej, gdzie w maju 1901 r. doszło do strajku
dzieci, mieści się muzeum regionalne, które powstało w 1966 r. Odtworzono w
nim izbę szkolną z czasów strajku, pozostała zaś część ekspozycji ilustruje
historię zmagań narodu polskiego z pruską akcją germanizacyjną. W muzeum,
zwiedzając tzw. klasę pruską można zobaczyć wiele pamiątek z tego okresu i
zapoznać się z panującymi wówczas obyczajami szkolnymi.
Oprócz tablicy na przodzie budynku, oddającej hołd strajkującym dzieciom,
na bocznej jego elewacji odsłonięto w 1981 r. tablicę, poświęconą ks. Janowi
Laskowskiemu (1872-1939), wikariuszowi parafii wrzesińskiej w latach 1898-
1902. Fragment napisu wyrytego pod podobizną kapłana brzmi: "Duchowy
przywódca strajku dzieci wrzesińskich w 1901 r., niestrudzony obrońca
polskości w walce z pruskim zaborcą". Odsłonięcia tablicy dokonała m.in.
Pelagia Ziętek z domu Jankowiak, ostatnia żyjąca wówczas uczestniczka
strajku szkolnego w obronie mowy ojczystej.
Muzeum znajduje się przy ul. Dzieci Wrzesińskich. Ponadto jedna ze szkół
podstawowych nosi imię bohaterskich dzieci.
W parku im. Dzieci Wrzesińskich, niedaleko tej szkoły znajduje się pomnik Marii
Konopnickiej, ufundowany przez mieszkańców Wrześni w 1979 r. Autorem postaci jest
rzeźbiarz warszawski - Mieczysław Walter. Oddano w ten sposób hołd poetce, która tak
aktywnie występowała w obronie strajkujących dzieci, będąc gorącą orędowniczką ich
sprawy. W naszym mieście, przy ul. Harcerskiej jest także pomnik Dzieci Wrzesińskich,
wystawiony w 1975 r., dzieło poznańskiego rzeźbiarza Jerzego Sobocińskiego.
Na cmentarzu parafialnym przy ul. Gnieźnieńskiej (założonym ok. 1800 roku),
znajduje się 5 mogił uczestników strajku z 1901 r. (4 mogiły - po lewej stronie
cmentarza, za kaplicą idąc w kierunku I krzyża oraz 1 - po prawej stronie
cmentarza, w okolicy grobu gen. bryg. Romana Abrahama - obrońcy Lwowa).
I jeszcze jeden akcent, ten najbardziej nam współczesny. Dnia 20 grudnia ub.r. w Watykanie, przedstawiciele samorządów: wójtowie, burmistrzowie oraz prezydenci polskich gmin uczestniczyli w audiencji z udziałem Jana Pawła II. Burmistrz Wrześni, w imieniu mieszkańców naszego miasta, przekazał papieżowi akwarelę wykonaną przez miejscowego artystę, a przedstawiającą witraż projektu Mariana Turwida (malarza, prozaika i poety związanego z Wrześnią), ufundowany na pamiątkę strajku z 1901 r. Witraż ten znajduje się w kruchcie wrzesińskiej Fary. Pod malowidłem została wypisana dedykacja: "Chrystus błogosławiący miastu i Dzieciom Wrzesińskim".
Wspomnienia szkolne. Oznaczają one co innego dla każdej generacji Polaków. We wspomnieniach czasów szkolnych każdego pokolenia odzwierciedlają się dzieje bytu narodowego, dzieje świetności i klęsk państwowych, a nade wszystko dzieje woli życia i nieprzerwanego istnienia narodowej kultury. Oby wspomnienia szkolne tego pokolenia były jak najlepsze.
Adam Asnyk w wierszu "Do młodych" tak pisał:
Każda epoka ma swe własne cele
I zapomina o wczorajszych snach...
Nieście więc wiedzy pochodnię na czele
I nowy udział bierzcie w wieków dziele,
Przyszłości podnoście gmach!