Chryzantemy

Przysłowia na każdy dzień

Styczeń  Luty  Marzec  Kwiecień  Maj  Czerwiec  Lipiec  Sierpień  Wrzesień  Październik  Listopad Grudzień

Listopad jest ostatnim miesiącem jesieni, zwanym w fenologii polskiej "późną jesienią”. Listopad przyjął nazwę od opadających liści. Dawniej bowiem liść zwany był listem, dlatego z połączenia słów: list i opad powstało jedno słowo: listopad.
W tym przedostatnim miesiącu roku kończy się niemal całkowicie okres wegetacyjny roślin i zwierząt. Jeszcze na "spóźnionych” drzewach i krzewach, takich jak: sosna, świerk, jałowiec, dojrzewają nasiona. Na nielicznych drzewach utrzymują się liście, zresztą zbrunatniałe i zeschnięte. Prace w polu dobiegają końca. Z naszych terenów odlatuje ostatni z ptaków - skowronek. Cała przyroda w połowie miesiąca jest już zwykle przygotowana do okresu zimowego. Nie widać latających owadów, z których jedynie samce piędzika przedzimka i piędzika siewieraka odbywają na początku listopada lot godowy.
Gdy rozglądamy się wokoło to zauważamy, że drzewa w sadach i parkach mają niestety niewiele liści, albo już potraciły je całkowicie. Leżą one teraz grubą, szeleszczącą warstwą na ziemi, tworząc czasami różnobarwny kobierzec. Zachowały zieloność tylko drzewa szpilkowe i zimozielone krzewy. W sadach zebrano wszystkie owoce. Barwne owoce utrzymują się jeszcze na niektórych krzewach ozdobnych. Widać więc czerwone owoce jarzębin, kalin, suchodrzewów, berberysów, irgi, róż, głogów oraz czarne owoce dzikich bzów, niektórych gatunków irgi, białe - śnieguliczki, pomarańczowe owoce rokitnika, fioletowe jagódki jałowców i wiele innych. Szczególnie pięknie odcinają się od ciemnej zieleni szpilek - czerwone osnówki owoców cisa. Bardzo efektowne są niskie, często przyziemne krzewy irgi o czerwonych lub czarnych, gęsto ustawionych owocach i długo utrzymujących się listeczkach błyszczących, ciemnozielonych lub przybierających gorące, żółtoczerwone zabarwienie.
W ogrodach kwiatów już prawie nie ma. Pozostały tylko kwitnące późną jesienią astry o drobnych, przeważnie fioletowych koszyczkach, zwane w naszym regionie pospolicie "marcinkami”, a także chryzantemy oraz drobniejsze złocienie, które zdobią oprócz ogrodów, także parki i skwery miejskie. Wytrzymują one nawet przymrozki lub lekkie przyprószenie śniegiem. Ze zwierząt obserwuje się w ogrodach już tylko ptaki. Zatrzymują się teraz ostatnie z wędrujących na południe. Wśród bezlistnych drzew uwijają się w pogodne dni gile, mysikróliki, sikorki. Gdy w listopadzie wypogadza się i robi nieco cieplej, odzywa się jeszcze kopciuszek, który dopiero pod koniec miesiąca odlatuje na południe lub zachód Europy.
Pola
A co się dzieje na polach? Otóż tu i ówdzie sprząta się ostatnie spóźnione buraki. Kończą się orki pod siewy wiosenne. Wszelkie prace w polu ustają wraz z nastaniem mrozu i zamarznięciem ziemi. Oziminy wysiane wczesną jesienią zaczynają się krzewić i coraz bardziej zielenić. Reszta pól pozostaje zaorana w ostrą skibę. Na gołych polach spotać można jastrzębie, dropie, stada wron, gawronów i kawek oraz szczygły. Nie widać już prawie gryzoni, które śpią albo przeniosły się do stodół czy domostw. Oprócz ozimin jedynie mchy w lasach zachowują barwę soczystej zieleni i wydają się nam piękne, jak nigdy dotąd.
Listopad większość z nas uważa za najsmutniejszy miesiąc w roku. Dużo w tym prawdy. Bo i przyroda nas tak nastraja. Wszędzie jest pusto, szaro, smętnie, wilgotno. Dość często w tym miesiącu występują opady deszczu, a także śniegu lub śniegu z deszczem. W górach listopad należy już do miesięcy zimowych. Śnieg tam leży niemal wszędzie, a jeśli znika, to tylko na bardzo krótko. Jesień

Jak sobie radzono dawniej i teraz z tym niemiłym dla człowieka okresem? Jeszcze nie tak dawno rytm życia mieszkańców Polski był zgodny z porami roku. Gdy wraz z nadejściem jesieni słońce nad horyzontem wędrowało coraz niżej i mniej czasu można było poświęcić pracy - ludzi ogarniał niepokój. Jakby świat stawał się coraz mniej przyjazny. Jakby do krainy ludzi wkraczały jakieś obce istoty. Rozpoczynały się więc rytuały, które, jak można sądzić, miały na celu obłaskawienie owych istot. Jesienią kończył się czas ludzi i życia. Obrzędy skupiały się na symbolicznym zamieraniu. Dziś listopad zaczyna się Świętem Zmarłych, ustanowionym niegdyś przez Kościół jako dzień Wszystkich Świętych. Następna doba to Zaduszki, poświęcone duszom zmarłych bliskich. Dawniej (nie tylko w Polsce) zaduszkowe święta rozsiane były po całym roku. Na wschodzie Polski obrzędy ku czci zmarłych zwano Dziadami i obchodzono je trzy razy w roku. Jesienne, gdy pozostawiono już ziemię w spokoju na zimowy odpoczynek. Zanoszono wtedy na groby kołacze i jadło (kasze), odprawiano modły. Zimowe odbywały się pod koniec karnawału. Na noc zastawiano stoły jedzeniem i napojami, zapalano świece. Siedząc pod ścianami na ławach ludzie towarzyszyli zapraszanym duszom w uczcie. Wiosenne dziady przypadały na piąty dzień po Wielkanocy, a ich praktykowanie przetrwało niemalże do współczesności. Przetrwało, mimo że już w 993 r., w odległym od Polski opactwie Cluny (Burgundia) postanowiono święto dusz zmarłych obchodzić tylko raz w roku. Wraz z przyjmowaniem chrześcijaństwa i jego kultury obyczaj ten przejęli także nasi przodkowie. Pomimo zakorzenienia się na naszych ziemiach chrześcijaństwa, ludzie często wracali w praktykach do pradawnych wierzeń i obrzędów. Wierzono, że w noc zaduszkową wszystkie dusze, które nie zostały zbawione przybywają do świata ludzi, zatrzymują się w kościołach, w kaplicach, na cmentarzach. Sądzono, że świat ludzi spotyka się z "tamtym światem”.
Żeby nie poddać się wyłącznie temu zaduszkowemu nastrojowi, ludzie organizowali w tym okresie także zabawy.
Większe święto stanowił dzień św. Marcina, obchodzony 11 listopada. Dzień ten był wolny od zajęć gospodarskich, stawały nawet młyny i wiatraki, a ludność udawała się do dworów, by składać daniny oraz czynsze. W wielu środowiskach w dniu tym spożywano gęś i wróżono z jej kości piersiowej.
Kim był św. Marcin? Żył on w IV wieku, chociaż rok jego urodzenia nie jest dokładnie znany (wg niektórych źródeł urodził się w 316 r., według innych w 401 r.). Był rodem z Panonii (Węgry). Swego czasu był żołnierzem rzymskim, a później założycielem najstarszego klasztoru w Galii, a także biskupem w Tours. W naszym regionie, tzn. w Wielkopolsce, dzień ten kojarzy nam się przede wszystkim ze Świętem Niepodległości oraz z rogalami. Tak, właśnie wtedy zjadane są duże ilości przepysznych rogali, nadziewanych makiem, z dodatkiem migdałów, rodzynek i innych specjałów. Przed cukierniami tworzą się kolejki. Każdy bowiem chce w tym dniu skosztować choćby niewielkiego rogalika. Łasuchy potrafią delektować się kilkoma w ciągu całego dnia. Cukiernie wielkopolskie w wyrobie rogali mają wieloletnie tradycje. Tajemnicą okryta jest technika wypieku rogali, składników, z których powstają te pyszności. Tradycja rogali marcińskich sięga roku 1891. Proboszczem w kościele pod wezwaniem św. Marcina w Poznaniu był ksiądz Lewicki, wielki patriota i społecznik. Zaapelował on z ambony do parafian, aby wzorem świętego Marcina w dniu jego imienin ofiarowali coś najuboższym. W piekarni Melzera, która znajdowała się naprzeciwko, wypieczono rogale i 11 listopada rozdano je najuboższym. Od tego roku, najpierw tylko w piekarni Melzera, a później również w innych, zawsze 11 listopada powstawały drożdżowe zawijańce z różnymi nadzieniami. Dzisiaj tradycji tej hołdują wszyscy cukiernicy, a sprzyjają jej apetyty poznaniaków, którzy co roku zjadają w święto Marcina ponad 150 ton rogali.
Jeżeli ktoś z innego regionu Polski odwiedzi nasze strony niech koniecznie skosztuje rogala! Tradycji musi stać się zadość, prawda?
W Poznaniu - św. Marcin ma swoją ulicę i to w centrum miasta. W dniu jego święta można zobaczyć na tej ulicy przebierańców, no i oczywiście św. Marcina na siwym koniu.
Bawiono się również w wigilię św. Katarzyny (25 listopada) i św. Andrzeja (30 listopada). Obecnie bardziej popularne są "Andrzejki”.
Przed dniem św. Katarzyny chłopcy ucinali gałązkę wiśni i wsadzali ją do ziemi. Gdy zakwitła przed Nowym Rokiem, wróżyć miała rychłe małżeństwo. Dziewczęta w dzień św. Andrzeja wróżyły, czy wyjdą w ciągu roku za mąż - z igieł puszczanych na wodę. Tak więc były to wróżby o charakterze matrymonialnym. Najpopularniejsze są także i dzisiaj wróżby związane z laniem wosku i cyny na wodę. Wosk, cynę lub ołów roztapiano w blaszanej łyżce nad płonącymi węglami, a następnie wylewano na wodę. W zakrzepłych nieforemnych kształtach upatrywano podobieństwo do pewnych przedmiotów, z którymi łączyły się odpowiednie wróżby. Wróżono także licząc kołki w płocie, rzucając w naczynie z wodą pierścionki, z pierwszych zasłyszanych w tym dniu słów. Powszechne było także wróżenie ze snów, które tego dnia się przyśniły. W tym celu wkładano pod poduszkę rozmaite części garderoby, czasem nawet cegłę. Wierzono święcie, że mężczyzna, który się przyśnił, zostanie mężem. W andrzejkową wigilię dziewczęta chowały pod poduszki kartki, na których wypisane były imiona chłopców. Rankiem wyciągały jedną - widniało na niej imię przyszłego męża.
Wróżb tego rodzaju było zresztą znacznie więcej. Dlatego też dzień św. Andrzeja dostarczał nie lada przeżyć i prognostyków.

Póki co, przed nami ponury listopad, z szarugami, z krótkim dniem, pustką dookoła. Ale nie martwmy się! Po listopadzie nastanie przecież grudzień, który przyniesie nam w darze śnieg, „Mikołajki”, no i przede wszystkim święta Bożego Narodzenia, uważane przez większość za najpiękniejsze święta w roku. A później to już będzie Sylwester, który zapoczątkuje czas zabaw. Zanim jednak to nastąpi, przeżyjmy możliwie wesoło smutny listopad, o którym w przysłowiach polskich tak jest napisane.

Gdy w listopadzie liść na szczytach drzew trzyma, to w maju na nowe liście spadnie jeszcze zima.



Grzmot listopada dużo zboża zapowiada.

Słońce listopada mrozy zapowiada.

Jaka pogoda listopadowa, taka i marcowa.

Deszcz w początku listopada, mrozy w styczniu zapowiada.

Gdy listopad z deszczem, grudzień zwykle z wiatrem.

Gdy w listopadzie gawrony gromadnie latają, deszcze albo śniegi zapowiadają.

Wszyscy święci gdy jasnością nas uraczą (01.11.),
a Zaduszki nie popłaczą (02.11.),
Marcin nam też nie zsiwieje (11.11.),
wówczas bracie miej nadzieję,
że w Ofiarowanie masz piękne zaranie (21.11.),
na Niepokalaną rzeki nam nie staną (08.12.),
a tak do Wilii na to - dotrwa babskie lato.

1 listopada - Wszystkich Świętych
Na Wszystkich Świętych od zrębu, utnij gałąź dębu. Jeśli soku nie ma, będzie tęga zima.

Na Wszystkich Świętych, jeśli ziemia ciepła, to będzie zima ciepła. A jak deszcz, to trzeba będzie w piec wleźć.
Wszyscy Święci, zima się kręci.
Na Wszystkich Świętych mróz, na Boże Narodzenie zima i susz.
Kiedy mrożą Wszyscy Święci, zima kark dość prędko skręci.
Czasem czasy bywają, że już Wszyscy Święci w bieli przyjeżdżają.
Po Wszystkich Świętych, gdy deszcz się rozpada, może słota potrzymać do końca listopada.

2 listopada - Dzień Zaduszny
W Dzień Zaduszny gdy pogoda, na Wielkanoc będzie woda.

Na Zaduszki, nie ma w ogrodzie ani pietruszki.

3 listopada - Huberta
Od tego, jaki dzień trzeci, podobny się marzec kleci.

Święty Hubert idzie za to, jakie będzie przyszłe lato.

4 listopada - Karola
Na Karola słota, zima pełna błota.

11 listopada - Marcina
Wiatr od południa w wilię Marcina, pewnie będzie lekka zima.

Jeśli pochmurno w Marcina, to będzie niestała zima, marcinowa zaś pogoda, mrozów zimie doda.
Gdy święty Marcin w śniegu przybieżał, będzie po pas całą zimę leżał.
Jaki Marcin, taka zima.
Gdy liście przed Marcinem nie opadają, to mroźną zimę przepowiadają.
Na Marcina woda się ścina.
Na święty Marcin lód, na Trzy Króle wody w bród.
Jak mglisto na Marcina, będzie lekka zima.
Święty Marcin po lodzie, Boże Narodzenie po wodzie.
Mgły na świętego Marcina, będzie przyjemna zima.

22 listopada - Cecylii
Jak słoneczna jest Cecylia, w białej sukni będzie Wilia. (24.12.)

24 listopada - Jana od Krzyża
Jaka na Jana od Krzyża pogoda się głosi, taką jak starzy ludzie mówią, Nowy Rok przynosi.

25 listopada - Katarzyny
Dzień Katarzyny jaki, cały grudzień taki.

Kiedy w świętą Katarzynę mróz, to szykuj wóz.

30 listopada - Andrzeja
Gdy święty Andrzej ze śniegiem przybieży, sto dni śnieg na polu leży.

Śnieg w świętego Andrzeja, zła dla żyta nadzieja.
Na świętego Andrzeja, trza kożucha dobrodzieja.